• Emil Kopański: Derby w domu i zagrodzie

    przez  • 22 kwietnia 2012 • Blogi, Emil Kopański, Opinie, Sport, Wydarzenia • 3 komentarze

    Piłka nożna. Sport bardzo prosty, choć zasady ma czasami mocno skomplikowane. Wydawać by się mogło, że wszędzie na świecie gra w piłkę wygląda tak samo. Niestety, futbol w wydaniu polskim jest kompletnie różny od tego w wydaniu zachodnioeuropejskim.

    Jak co weekend, tak i tym razem miałem okazję obejrzeć na żywo mecze naszej drogiej T-Mobile Ekstraklasy. Tak się złożyło, że oba warszawskie zespoły swoje spotkania rozgrywały na własnym terenie, więc nie trzeba było przemierzać setek kilometrów, aby zobaczyć zmagania piłkarskich herosów. Niejako na przystawkę dostałem mecz Polonii Warszawa z Ruchem Chorzów. Miałem nadzieję, że pojedynek trzeciego zespołu z czwartym, czyli notabene drużyn walczących o awans do europejskich pucharów będzie obfitował w walkę, ambicję i trzeszczące kości. Pfff… Po kilkunastu minutach bezładnej kopaniny uświadomiłem sobie, że jestem w Polsce i za dużo nie powinienem wymagać. Jedyne emocje wzbudzał Paweł Gil, czyli arbiter, który niezbyt dobrze radził sobie z prowadzeniem spotkania. Wybitne „zaangażowanie” zawodników po meczu potrafili docenić kibice Polonii. Kibice, którzy uważają się za elitę, lub przynajmniej chcący uchodzić za tych kulturalnych, w końcu nie wytrzymali. Piłkarze usłyszeli więc gromkie „Nie chce się grać – to spier…”. I coś w tym rzeczywiście było.

    Dużo więcej niż po meczu Polonii z Ruchem obiecywałem sobie przed spotkaniem Legii Warszawa z Lechem Poznań. W końcu to polski szlagier. Jezu, jakiż ja byłem naiwny… Ale czemu tu się w sumie dziwić? Parafrazując klasyka: „jest sobota, godzina czternasta, ciepło, pogoda nie dopisuje do gry w piłkę”. Tak przy okazji – pierwszej osobie, która przyśle mi mailem (kopanski@legia.net) odpowiedź na pytanie, kto i po jakim meczu wypowiedział słowa, które parafrazowałem, dostanie ode mnie książkę Jerzego Engela „Futbol na tak” z autografem autora. Wracając na Łazienkowską, i jednym, i drugim grać w piłkę się nie chciało, ale Lech chociaż próbował akcji kombinacyjnych. Pauzujący za żółte kartki Rafał Wolski musiał przeżywać katusze, widząc, że żaden z zawodników Legii nie potrafi wygrać indywidualnego pojedynku. ŻADEN.

    Na deser zostawiłem sobie kolejne już El Clasico. Ze znajomymi usiadłem w restauracji, żeby razem cieszyć się z piękna futbolu. I doszedłem do smutnego wniosku, że hiszpańska i polska piłka nożna to dwie różne dyscypliny sportu. Nigdy nie lubiłem i nie lubię Realu Madryt, ale za to, w jaki sposób potrafił zgasić Barcelonę, należą mu się ogromne brawa. Wielka klasa. Dream-team Guardioli był bezradny już na 50. metrze. Real pozamykał wszelkie możliwe ścieżki. Jak kiedyś MG MZKS Kozienice Radomiakowi Radom. Kozieniczanie wygrali 6:0. Pamiętacie?

    Ciekawe, jak będzie dzisiaj w meczu MKS-u z rezerwami „biało-zielonych”? Trzymam kciuki za powtórkę wyniku!

    P.S. Moje wpisy miały się pojawiać w każdy piątek, ale stwierdziliśmy, że lepsza będzie formuła blogów pisanych w myśl zasady „jak mam coś do powiedzenia, to mówię”. A poza tym, co za dużo, to niezdrowo. Szczególnie w odniesieniu do polskiego futbolu.

    Emil Kopański

    Komentarze

    O serwisie

    Jesteśmy grupą niezależnych dziennikarzy, której sprawy Kozienic nie są obojętne. Z uwagą śledzimy lokalną politykę, przyglądamy się problemom z jakimi borykają się nasza rodzina, sąsiedzi i znajomi. Cieszymy się z sukcesów sportowych i wkurzamy z powodu dziurawych ulic. Nie mamy sformalizowanej redakcji. Zajmujemy się różnymi rzeczami, a ten serwis jest naszą oddolną inicjatywą. Jest tworzony przez kozieniczan i dla kozieniczan.

    3 komentarzy do Emil Kopański: Derby w domu i zagrodzie

    1. Gall
      22 kwietnia 2012 o godz. 14:44

      świetny wpis, ciekawie opowiedziany

    2. Daniel
      22 kwietnia 2012 o godz. 14:46

      dla mnie bardzo podoba się ten artykuł : )

    3. Sqy
      22 kwietnia 2012 o godz. 23:04

      No Emil fajne te pismaki piszesz;) A dzis w derbach w Kozienicach przy ul. Wiślanej niedosyt … 4:4 a mogło być tak pięknie , dla MKS jeszcze 2 poprzeczki.. szkoda bo w meczu bardzo duzo sie działo , zreszta jak widac z bramek 😉

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *