• Emil Kopański: Pilnie potrzebny lód na głowę kibiców Ekstraklasy

    przez  • 23 sierpnia 2012 • Blogi, Emil Kopański, Opinie, Sport, Wydarzenia • 0 Komentarzy

    Wielu kibiców zaskoczył start polskiej Ekstraklasy. Bo tyle bramek, bo tyle emocji, bo wreszcie mamy poziom… Chciałbym tylko zapytać – o czym tak naprawdę świadczy fakt, że trzy mecze zakończyły się wynikiem 4:0? O sile zwycięzców, czy o słabości przegranych?

    Na dzień dobry Pogoń Szczecin roztrzaskała Zagłębie Lubin. Jej wynik powtórzył Lech Poznań, nie dając złudzeń Ruchowi Chorzów. Wreszcie w niedzielę Legia Warszawa wypunktowała Koronę Kielce. Po pierwszej kolejce posypały się zachwyty nad pomocnikiem Lecha, Węgrem Gergo Lovrencsicsem. Dlaczego jednak w mentalności polskich kibiców zawodnik, który rozgrywa jedno dobre spotkanie, staje się gwiazdką całej ligi? Warto poczekać do kolejnych meczów, aby naprawdę dostrzec klasę zawodnika. W historii polskiej ekstraklasy wielu było piłkarzy, którzy jednym dobrym meczem zapewniali sobie pracę na kolejne lata. Czy Lovrencsics po rozbiciu słabego jak niemowlę Ruchu Chorzów, który z drugiej siły ligi stał się, przynajmniej na początku, zespołem sierot po Fornaliku (Waldemarze, bo Tomasz cały czas w nim pracuje, z marnym zresztą skutkiem), musi zostać obwołany największym ligowym odkryciem? Lodu, panie, lodu…

    Zaimponowała natomiast Legia. Ktoś powie, że nie jestem obiektywny, ale w takim przypadku znów zawołam o lód na głowę. Korona wyszła na murawę z jednym zamiarem – przestraszyć legionistów siłą, stąd wjazd Pawła Golańskiego w Kubę Koseckiego tuż po pierwszym gwizdku. Ku rozpaczy Leszka Ojrzyńskiego i jego podopiecznych, Legia nie uciekała z nogami, a zamiast się kopać, zaczęła grać w piłkę. A w tym elemencie obie drużyny dzieli przepaść. 4:0 to najniższy wymiar kary, jaki mógł spotkać Koronę. Gdyby nie Zbigniew Małkowski, wynik spokojnie mógłby być nawet dwukrotnie wyższy. Technika zawsze wygra z siłą. Oby tak szkoliło się już od najmłodszych lat… Cichym bohaterem jest Daniel Łukasik. To facet, przed którym kariera stoi otworem. Zadebiutował w pierwszym zespole najpóźniej z grupy zdolnej młodzieży z Młodej Legii, choć był najstarszy. Teraz jednak pokazuje, że może „wyleczyć” z gry Ivicę Vrdoljaka.

    Trzymam kciuki, Miłek!

    Emil Kopański

    Komentarze

    O serwisie

    Jesteśmy grupą niezależnych dziennikarzy, której sprawy Kozienic nie są obojętne. Z uwagą śledzimy lokalną politykę, przyglądamy się problemom z jakimi borykają się nasza rodzina, sąsiedzi i znajomi. Cieszymy się z sukcesów sportowych i wkurzamy z powodu dziurawych ulic. Nie mamy sformalizowanej redakcji. Zajmujemy się różnymi rzeczami, a ten serwis jest naszą oddolną inicjatywą. Jest tworzony przez kozieniczan i dla kozieniczan.

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *