• Serkowi stuknęła „czterdziestka”. Najlepszego!

    przez  • 18 września 2012 • Filmy, Multimedia, Na luzie, Sport, Wydarzenia • 3 komentarze

    18 września to bardzo ważna data w historii Polski. Tego dnia m.in. Delegacja Sejmu Rozbiorowego podpisała traktaty podziałowe z przedstawicielami trzech mocarstw (1773 r.), zakończyła się bitwa nad Bzurą (1939 r.), a na Stadionie Śląskim padł rekord frekwencji podczas meczu w Polsce (1963 r., Górnik Zabrze – Austria Wiedeń 1:0, 120 tys. widzów).

    Ale my nie o tym.

    Dla kozienickiego futbolu również był to niezwykle ważny dzień, gdyż to właśnie 18 września 1972 r., czyli równo 40 lat temu, urodził się najlepszy zawodnik w historii Kozienic – Grzegorz Seremak.

    Kozienicka piłka nożna nieodłącznie kojarzy się z tym legendarnym już napastnikiem, występującym obecnie w barwach Energii. Seremak jest człowiekiem, który na stałe zapisał się w annałach lokalnego futbolu. Jeżeli ktoś jest w stanie podać precyzyjnie liczbę bramek, jaką popularny Serek strzelił dla Kozienic przez wszystkie lata swojej kariery, z powodzeniem może startować w teleturnieju „1 z 10”. Mimo, że Energia ostatnimi czasy raczej cienko przędzie, to nawet w ostatni weekend, w przegranym 1:3 wyjazdowym pojedynku z Victorią Sulejówek, na kilka dni przed swoją „czterdziestką” jedyną bramkę dla kozieniczan zdobył właśnie Seremak. To jest tak, że jeżeli ktoś zapyta po meczu: „kto strzelił?”, to w Kozienicach nadal spokojnie można odpowiadać: „nie pamiętam, ale pewnie Seremak”. W jakichś 80 proc. będzie to odpowiedź trafiona. Parafrazując bowiem słynny dialog z „Misia”:

    – Powiedz mi, ile bramek strzelił dla Kozienic Serek?
    – Właśnie, ile?
    – Otóż to! Nikt nie wie ile, więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta.

    Seremak tylko raz opuścił MG MZKS – w 1997 r. przeniósł się do Korony Kielce, gdzie jednak spędził zaledwie pół sezonu. Wiedział, że najlepiej będzie mu w Kozienicach – tutaj miał i nadal ma status niepodważalnej gwiazdy.

    Ale początki były trudne. Na starcie swojej kariery dostał pracę przy sprzątaniu kozienickiego stadionu. Pracował na pełen etat, a popołudniami przychodził na treningi. Wchodził na boisko i strzelał bramkę za bramką. I nieważne, kto stał za linią jako trener – czy był to Józef Antoniak, Jan Makowiecki, czy Jerzy Leszczyński. Ten ostatni, z poważną wadą wzroku często nie mógł ocenić boiskowych poczynań Seremaka, gdyż zwyczajnie go nie widział, ale… przecież nie musiał. Doświadczony napastnik i tak doskonale robił to, co do niego należało, rok po roku meldując się w czołówce klasyfikacji strzelców. Wielu kibiców na stadion przychodziło nawet nie tyle na mecz MG MZKS, co po prostu „na Serka”. Nie można było wyobrazić sobie składu żółto-zielonych bez kapitana. Kapitana nie tylko z nazwy, ale realnego. Chociaż Seremak nigdy nie był typem awanturnika, który zawsze ma coś do powiedzenia – odzywał się wtedy, kiedy było to naprawdę potrzebne. Na murawie spotykał się z wieloma zawodnikami, którzy potem stawali się pierwszoplanowymi postaciami polskiego futbolu. Choćby taki Rafał Boguski. No dobra, w tym wypadku przesadziliśmy z tą pierwszoplanowością. Ale żeby rozwiać wszelkie wątpliwości wspomnimy tylko, że boiskowe nauki od Serka pobierał również… Robert Lewandowski!

    W połowie lat dziewięćdziesiątych Grzegorz Seremak tworzył z kilkoma innymi zawodnikami z ekstraklasowym doświadczeniem (Mirosław Banaszek, Wojciech Nieradka, Paweł Potent) prawdziwy, lokalny dream-team, który kosił równo z trawą każdego, kto pojawił się na stadionie przy ul. Sportowej z zamiarem nawiązania wyrównanej walki z „żółto-zielonymi”. Przez lata Serek i spółka skutecznie wybijali z głowy wszystkim rywalom podobne pomysły.

    Po upadku MG MZKS zimą 2006 r. Seremak wraz z Piotrem Godlewskim (aktualnie trenerem MKS Kozienice) przeniósł się do KS Paradyż. Pół roku później grał już w KS Warka, potem w Zwoleniance Zwoleń, Pilicy Białobrzegi… aż w końcu powrócił do Kozienic, gdzie w barwach Energii występuje do dziś. Prywatnie jest szczęśliwym mężem Moniki i ojcem Oli (która idąc w ślady taty również uprawiała sport – siatkówkę). Grzegorzowi życzymy dalszych sukcesów piłkarskich i wszystkiego najlepszego na… nowej drodze życia, bo dziś zmieniło się wiele. A może wcale nie? 😉

    Serek, Twoje zdrowie!

    Komentarze

    O serwisie

    Jesteśmy grupą niezależnych dziennikarzy, której sprawy Kozienic nie są obojętne. Z uwagą śledzimy lokalną politykę, przyglądamy się problemom z jakimi borykają się nasza rodzina, sąsiedzi i znajomi. Cieszymy się z sukcesów sportowych i wkurzamy z powodu dziurawych ulic. Nie mamy sformalizowanej redakcji. Zajmujemy się różnymi rzeczami, a ten serwis jest naszą oddolną inicjatywą. Jest tworzony przez kozieniczan i dla kozieniczan.

    3 komentarzy do Serkowi stuknęła „czterdziestka”. Najlepszego!

    1. ktoś z regionu
      18 września 2012 o godz. 11:28

      Ja również przyłączam się do życzeń dla popularnego „SERKA”. Pamiętam od najmłodszych lat chodziłem na mecze MKS’u Kozienice,jeśli była możliwość jeździłem z bratem lub wujkiem na mecze wyjazdowe(wtedy miałem 10-13 lat i nie było bardzo zorganizowanego dopingu oraz wyjazdów), dzielnie przyglądałem się temu zawodnikowi co wyprawia z rywalami:) Nawet w innych miastach każdy wiedział ,który to Seremak bo to właśnie On siał największy postrach wśród rywali. Drużyna była równa i potrafiła z każdym wygrać. Fajnie by było gdyby Bohater tego newsa karierę zakończył w barwach żółto-zielonych bo niby niższa liga niż 4 ligowa Energia, ale to dla Serka miejsce z nr 10 !!! WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO I JAK NAJDŁUŻSZEGO GRANIA NA TAK WYSOKIM POZIOMIE !! 🙂

    2. Kamil
      20 września 2012 o godz. 08:43

      Witam,
      Seremak jest nieoceniony dla naszego miasta. Tyle goli, co on zdobył. Pamiętam od dzieciństwa był moim lokalnym idolem. Może nie miał jakiś wysokich umiejętności technicznych ale zawsze umiał znaleźć się tam, gdzie powinien albo oddać strzał. Taki Gerd Muller Kozienic :). Szkoda, że miasto w tym urząd gminy go nigdy nie doceniły za to co zrobił dla naszego miasta. Bo sądzę, że w wielu klubach Kozienice kojarzą się właśnie z Seremakiem. Moim zdaniem, choć to może szaleńczy pomysł ale nazwałbym stadion na ulicy Sportowej jego imieniem. Nikt nie zrobił tak wiele dla naszej piłki i sportu co on. Warte rozważenia dla naszych radnych, choć nie wiem może stadion ma już kogoś imię.

    3. Jacek Zabek
      3 stycznia 2013 o godz. 01:13

      Grzegorz zawsze byl, odkad pamietam. Jego nie znam prywatnie za dobrze, ale innych pilkarzy znam lepiej. Grzegorz Seremak, Pawel Potent, Kuba Pilat i inni. Starali sie dac z siebie wszystko na miare aktualnych warunkow panujacych w klubie i na miare swoich mozliwosci. Przy takich warunkach otrzec sie o 2 lige to i tak wielki sukces. Pelen szacun dla wszystkich. Grzesiu zycze ci abys juz zawsze kopal nawet w dalekiej przyszlosci rekraacyjnie w pile, ale z tak wielkim zaangazowanien i zadowoleniem jak ciebie pamietam. Jacek

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *