• Emil Kopański o piłkarskiej reprezentacji Polski ostro jak nigdy!

    przez  • 30 marca 2013 • Blogi, Emil Kopański, Na luzie, Opinie, Sport, Wydarzenia • 3 komentarze

    Mówi się, że papier przyjmie wszystko. Dziennikarz oraz nasz współpracownik i bloger Emil Kopański naprodukował już o piłkarskiej reprezentacji Polski z milion tekstów. Mimo wszystko, na łamach ogólnopolskiej prasy musi się jednak czasami hamować. Ale nie u nas! Tylko w Wirtualnych Kozienicach kilka słów prawdy o naszych ukochanych parodystach. Zapraszamy do lektury!

    Po kompromitujących meczach z Ukrainą i San Marino piłkarska reprezentacja Polski stała się obiektem drwin całego narodu. Nie warto zadawać sobie pytania: czy słusznie? Należałoby raczej zapytać: dlaczego dopiero teraz?

    Powodów do śmiechu kadra dawała mnóstwo. Przed Euro 2012, w czasie jego trwania, po jego zakończeniu. Różnica jest jednak zasadnicza. Wcześniej gromy spadały głównie, a raczej wyłącznie, na selekcjonera Franciszka Smudę. Nie chciałbym go szczególnie bronić, bo niejednokrotnie sam wystawiał się na strzał. Cóż, zadziałała zasada „wlazłeś na ring, dostałeś w ryj”. Ryzyko zawodowe. Warto jednak zauważyć, że po zmianie opiekuna reprezentacji i zarazem braku zmiany stylu gry, wreszcie dostrzeżono, że problem nie leżał wyłącznie w Smudzie (a przynajmniej nie w całości). Dziś nikt nie atakuje Waldemara Fornalika w takim stopniu, jak niegdyś Franza. Wreszcie do opinii publicznej dotarło, że jednak to nie Fornalik wychodzi na boisko i zdobywa bramki, czy rozbija ataki rywala (choć w czasie czynnej kariery ta druga kwestia wychodziła mu nie najgorzej). Robią to piłkarze, a raczej – oczywiście z pewnymi wyjątkami – parodyści. Kibice nie chcą za wszelką cenę zwalniać Fornalika, więc… Panie Waldku, pan się nie boi!

    Inna sprawa, że Fornalik nie jest trenerem, który potrafi wziąć zawodników za mordy i postawić pod ścianą. Tutaj jest kompletnym przeciwieństwem Smudy, któremu zarzucić można wszystko, ale nie – pardon my french – pizdowatość. W kadrze pojawiły się święte krowy, których za nic w świecie nie można ruszyć. Ukłon w stronę Fornalika trzeba jednak uczynić w kontekście odstawienia Ludovica Obraniaka. Francuz jest zawodnikiem kompletnie bezproduktywnym, do tego noszącym głowę wyżej, niż to jest możliwe. Z taką grą, jaką prezentował w ostatnich meczach kadry, powinien raczej sam poprosić o brak powołania, a nie skamleć jak żebrak, że Fornalik posadził go na ławce. Płaczków i gwiazdorów tej kadrze nie potrzeba. Jak się nie podoba, to au revoir, Ludo! Może tak ujęte „do widzenia” Obraniak by zrozumiał, bo do tej pory nie raczył nauczyć się choćby podstaw języka polskiego. Ale wiadomo, polska języka – trudna języka. Zwłaszcza, jak ten kraj ma się głęboko w… poważaniu.

    Wróćmy jednak do meczów z Ukrainą i San Marino, bo jest to materiał, z którego można wyciągnąć dużo wniosków. Zacznijmy od linii obrony. Jedynym gościem, do którego nie ma się o co za bardzo przyczepić jest Łukasz Piszczek, choć i on został kilkukrotnie brutalnie przewieziony przez Ukraińców. Wdzięcznym tematem są natomiast Marcin Wasilewski i Kamil Glik. Oooj, wdzięcznym! Jeżeli Wasilewski na treningach Anderlechtu Bruksela prezentuje się tak, jak w kadrze, to wcale się nie dziwię, że musi wyjmować z tyłka drzazgi, które weszły mu tam od siedzenia na ławce rezerwowych. Powiedzmy sobie szczerze: czas Wasyla w kadrze już minął. Trzeba zorganizować mu mecz pożegnalny (bo tak, jak został potraktowany w meczu z San Marino, to mimo wszystko upokorzenie na które całokształtem nie zasłużył) i zapomnieć o tym graczu w kontekście reprezentacji. A jeżeli naszym podstawowym stoperem na kolejne lata ma być Kamil Glik, to ja nie chcę więcej widzieć meczu kadry. Glik jest zawodnikiem surowym bardziej, niż mięso w tatarze. To po prostu kilkadziesiąt kilogramów człowieka, nic więcej. Glik jest wolny, toporny, zwrotny jak Batory. Tyle w tym temacie…

    Alternatywą dla pary Glik-Wasilewski powinna być natomiast para Salamon-Jędrzejczyk. Salamon jest jedynym graczem, który zasłużył na dobre słowo po meczu z San Marino. Klasa rywala to jedno, ale fakt, że Bartek potrafi rozegrać piłkę, a nie tylko ją „wypałować”, to drugie. Powinien dostać szansę w meczu z poważnym rywalem i wtedy przekonamy się, czy potrzebujemy jeszcze (brrr…) Glika. Jako drugiego stopera proponowałbym Artura Jędrzejczyka. To facet, który nie odpuszcza, jest szybki, skoordynowany, a wygrać z nim walkę w powietrzu jest trudniej, niż znaleźć pozytywy w grze Polski w meczu z Ukrainą (a to jest niemal niemożliwe, może poza tym, że sam mecz już się skończył). A w odwodzie jest jeszcze Marcin Komorowski. Z niego to i pewnie prezydent by się ucieszył, więc sprawdzajmy!

    Osobnym tematem jest lewa strona defensywy. Tam gracza na poziomie reprezentacyjnym po prostu nie ma. Sebastian Boenisch to wielbłąd, a Jakub Wawrzyniak – elektryk wysokich napięć. Niemiec po prostu jak już popełnia błędy, to seryjnie, a każdy kontakt z piłką Wawrzyniaka, przy całej mojej prywatnej sympatii do niego, powoduje niemal palpitacje serca. Gorzej, że nie widać żadnej alternatywy. A może… sam pan Waldek spróbuje jeszcze swoich sił? Co prawda występował raczej w roli stopera, ale gorzej raczej i tak nie będzie.

    Najbardziej skompromitowali się jednak napastnicy. Robert Lewandowski i Arkadiusz Milik zaprezentowali – jakby ujął to Leo Beenhakker – pierdolony poziom dna. Lewandowski, na co dzień piłkarz jednego z największych klubów Europy i jego najlepszy strzelec, potrzebuje rzutu karnego w meczu z amatorami z San Marino, aby przełamać się w kadrze. Internauci byli bezlitośni…

    Robert Lewandowski na Demotywatory.pl

    …ale mają rację. Lewandowski czuje się chyba zbyt pewnie. Stał się świętą krową, której Fornalik nie może odważyć się posadzić na ławce rezerwowych. Pytanie, dlaczego? Obrazi się? Odmówi przyjazdu na kadrę? Tymczasem w odwodzie jest jeszcze Łukasz Teodorczyk, który udowodnił już, że potrafi strzelać gole. Może gdyby to on wyszedł na boisko kosztem Lewandowskiego, temu drugiemu zaświeciłaby się w głowie lampka ostrzegawcza? Niestety, pewnie się o tym nie przekonamy. Jeszcze gorzej wypadł Milik. Potencjalna gwiazda Bayeru Leverkusen nie dała sobie rady z amatorami z San Marino. Polska równie dobrze mogłaby grać w dziesiątkę i różnica byłaby niezauważalna. Przykre, lecz prawdziwe. Generalnie ustawienie naszej kadry jest bardzo proste – obrona Częstochowy, pomoc drogowa i atak serca…

    Swego czasu miałem przyjemność porozmawiać dłużej z pewnym bardzo znanym aktorem. W nawiązaniu do polskiego futbolu powiedział znamienne słowa:

    „To wszystko niewiele się różni od tego, jak grałem w piłkę w podstawówce na podwórku, gdzie bramki były z dwóch patyków. Zastanawiałem się, na czym to polega, że w klubach zagranicznych Polacy grają normalnie. I doszedłem do wniosku, że tam poziom jest tak wysoki, że chcąc nie chcąc, Polak musi gonić. A jak już się zbierze nasza drużyna narodowa, to, kurwa, takie patałachy, jakby nie wiedzieli, jak do siebie podawać, jak grać”.

    I niech to posłuży za podsumowanie.

    Emil Kopański

    Komentarze

    O serwisie

    Jesteśmy grupą niezależnych dziennikarzy, której sprawy Kozienic nie są obojętne. Z uwagą śledzimy lokalną politykę, przyglądamy się problemom z jakimi borykają się nasza rodzina, sąsiedzi i znajomi. Cieszymy się z sukcesów sportowych i wkurzamy z powodu dziurawych ulic. Nie mamy sformalizowanej redakcji. Zajmujemy się różnymi rzeczami, a ten serwis jest naszą oddolną inicjatywą. Jest tworzony przez kozieniczan i dla kozieniczan.

    3 komentarzy do Emil Kopański o piłkarskiej reprezentacji Polski ostro jak nigdy!

    1. Hubert
      30 marca 2013 o godz. 13:46

      Dobry artykuł. Zgadzam się w 90%.

    2. Robert
      3 kwietnia 2013 o godz. 10:37

      Szacun dla Autora za ten artykuł …

    3. Olo
      3 kwietnia 2013 o godz. 13:24

      Podsumowanie gry reprezentacji w tym artykule bezcenne. Nic na to nie poradzimy , że nie mamy reprezentacji w piłce nożnej na jakimkolwiek poziomie by móc rywalizować o najwyższe cele piłkarskie. Musimy zmienić naszą mentalność i zająć się szkoleniem dzieci i młodzieży a przede wszystkim powinna iść moda na wykształconych trenerów , by móc w przyszłości odnosić sukcesy. Oglądając grę polskiej reprezentacji na tle innych kadr narodowych zdecydowanie widać wyszkolenie techniczne i wyobraźnie naszych przeciwników. Piłkarz taki umie sobie wyobrazić najlepsze rozwiązanie akcji i przy swojej technice którą posiada pozwala mu na wykonanie , czy to strzelenie bramki , czy zagrania. Może przy inteligencji centrali piłkarskie na czele z prezesem ( ikoną piłkarstwa) , uda się za jakiś czas mieć godną reprezentację polski i tworzyć nową historię futbolu a nie żyć przeszłością i wspominać lata 70-te i przy okazji meczu z Anglią na Wembley ten historyczny remis 1:1 przez redaktora Szpakowskiego. Na razie to jesteśmy w czarnej dziurze i zacofani w świecie piłkarskim.

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *