• French Letters wznawia działalność, rusza w trasę koncertową i nagra debiutancki album. Patryk Lipiec: do naszej muzyki najlepiej „dźwięczy” język angielski

    przez  • 1 kwietnia 2013 • Filmy, Kultura, Multimedia, Wydarzenia • 0 Komentarzy

    Kilka dni temu do opinii publicznej trafiła informacja, że kozienicki zespół French Letters ogłosił reaktywację. W marcu grupa rozpoczęła współpracę z agencją koncertową Ambient Music, prowadzoną przez Kamila Koksę, który wcześniej opiekował się m.in. Plateau, Projektem Grechuta oraz zespołem Helou. Agencja współpracuje z amerykańskim wydawnictwem Billboard, które wysyła artystów na festiwale i koncerty zagraniczne. French Letters planuje w tym roku zarejestrować materiał na debiutancki album i wyruszyć w trasę koncertową po Polsce. Tuż przed Świętami Wielkanocnymi spotkaliśmy się z muzykami i porozmawialiśmy na temat tego, co czeka zespół w najbliższej przyszłości.

    Przede wszystkim dużym zaskoczeniem była informacja o zawieszeniu działalności French Letters w grudniu 2011 r. Zespół był świeżo upieczonym laureatem festiwalu „Muzyczne Kaziki”, zagrał również duży, plenerowy koncert na Festiwalu im. Bogusława Klimczuka. Wydawało się, że będzie już tylko rósł, aż do momentu pojawienia się na oficjalnym, facebookowym profilu „frenczów” lakonicznej informacji o zawieszeniu działalności.

    – Powodem takiej, a nie innej decyzji był po części mój wyjazd do Stanów, ale także zwykłe zmęczenie materiału. Kiedy przebywasz z kimś cały czas, to czasami potrzebna jest przerwa. Musieliśmy od siebie odpocząć – wyjaśnia Krzysztof Sztuk, wokalista French Letters. Pojawienie się na horyzoncie możliwości współpracy z agencją Ambient Music było dla zespołu szansą, z której aż głupio byłoby nie skorzystać. Zespół będzie miał okazję grać koncerty za granicą, a to oznacza wskoczenie na – jak mawia Mateusz Borek – jakiś zupełnie inny poziom.

    W rozmowie z French Letters staraliśmy się wcielić w rolę adwokata diabła i podpytać muzyków, czy nie lepiej pójść tradycyjną dla większości młodych, polskich kapel drogą, czyli nagrać materiał w całości po polsku, rozesłać demówki do kilku dużych wytwórni i stacji radiowych oraz liczyć na dobre ucho zarządzających nimi managerów i redaktorów muzycznych. Zdaniem Kamila Koksy, managera French Letters, śpiewające po polsku, młode zespoły mają dzisiaj problem z przebiciem się na dużą scenę. Kozienicka kapela wyraźnie obiera zatem ten sam kierunek, którym wcześniej podążyły takie zespoły, jak KAMP!, czy L.Stadt. – Wydaje mi się, że swego czasu błąd popełnił Myslovitz, który za późno zaczął nagrywać po angielsku i dzisiaj za granicą gra głównie koncerty dla Polonii – twierdzi Krzysztof Sztuk. – Nagrywanie po angielsku wynika z naszych przekonań. Po prostu ten język bardziej „dźwięczy” do naszej muzyki. Spójrzcie na taką sytuację: gramy koncert w Niemczech, śpiewamy po polsku i nikt nic z tego nie rozumie. Język angielski daje tutaj dużo szersze pole do popisu, a naszej angielszczyzny nie musimy się wstydzić – mówi Patryk Lipiec, gitarzysta French Letters (Krzysztof Sztuk jest studentem filologii angielskiej – przyp. red.).

    Warto zaznaczyć, że French Letters od momentu swego powstania nagrywa głównie w języku angielskim. – Zawsze robiliśmy kawałki po angielsku. Kiedyś nawet nie myśleliśmy, że będziemy grać na dużych scenach. Nie pomyśleliśmy wtedy – hej, zacznijmy jednak grać po polsku, bo tak wypada. Dlatego też nie wysyłaliśmy do radia żadnych demówek – woleliśmy zagrać koncert w Pionkach i spotkać tam kilku ciekawych ludzi. Dla nas to była dobra zabawa, a do tej zabawy i do tej muzyki najlepiej pasuje język angielski – mówi Patryk Lipiec. – Skoro dzięki współpracy z agencją Ambient Music pojawiła się szansa na koncerty zagraniczne, to bardzo się z tego cieszymy i chętnie z tej szansy skorzystamy – dodaje Krzysztof Sztuk.

    Obecnie French Letters skupia się na szlifowaniu materiału na swoją pierwszą płytę. Zostanie ona nagrana w profesjonalnym studio, ale póki co muzycy nie chcą ujawniać więcej szczegółów. Na próbach „ogrywane” są zarówno starsze kawałki, jak i zupełnie nowe kompozycje. Jak zdradzają członkowie zespołu może się zdarzyć tak, że na albumie znajdą się tylko nowe utwory. – Musimy być pewni, że to wszystko będzie nas satysfakcjonowało w stu procentach. Na razie nadrabiamy stracony czas. I nadrabiamy go szybko – zapewnia Krzysztof Sztuk.

    Najbliższe miesiące dla French Letters zapowiadają się zatem niezwykle ciekawie. W kolejnych materiałach na bieżąco będziemy Was informować o wieściach płynących z obozu „frenczów”. A tymczasem więcej informacji o zespole znajdziecie na oficjalnym profilu French Letters na Facebooku. Zachęcamy także do śledzenia Myspace’a grupy.

    Komentarze

    O serwisie

    Jesteśmy grupą niezależnych dziennikarzy, której sprawy Kozienic nie są obojętne. Z uwagą śledzimy lokalną politykę, przyglądamy się problemom z jakimi borykają się nasza rodzina, sąsiedzi i znajomi. Cieszymy się z sukcesów sportowych i wkurzamy z powodu dziurawych ulic. Nie mamy sformalizowanej redakcji. Zajmujemy się różnymi rzeczami, a ten serwis jest naszą oddolną inicjatywą. Jest tworzony przez kozieniczan i dla kozieniczan.

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *