• Emil Kopański: Z wizytą w fabryce futbolu, czyli jak to się robi w Holandii? Cz. 3: Mentalność, głupcze!

    przez  • 29 maja 2014 • Blogi, Emil Kopański, Opinie, Sport, Wydarzenia • 0 Komentarzy

    Przyszła pora na trzecią i ostatnią już część reportażu z Holandii. W poprzednich odsłonach cyklu „Z wizytą w fabryce futbolu…” mówiłem o promocji zawodników oraz o ich szkoleniu. Teraz jedziemy z tym, co różni nas od Holendrów najbardziej: mentalność, czyli sposób podejścia do futbolu i zrozumienie jego filozofii. Zapraszam do lektury!

    Podczas wizyty w Holandii miałem okazję porozmawiać z Remco ten Hoopenem, o czym wspominałem już wcześniej. Zadałem mu bardzo proste pytanie, na które jednak nie jest łatwo znaleźć właściwą i prostą odpowiedź. Poprosiłem mianowicie, aby przy użyciu zaledwie jednego słowa powiedział, co jest najważniejsze w szkoleniu młodzieży. Remco nie namyślał się długo. – Attitude – odpowiedział. Nastawienie – słowo klucz, które tak często jest w Polsce marginalizowane, odsuwane na boczny tor, czasami nawet wypychane ze świadomości.

    Aby zobrazować, jak poważny jest to problem w Polsce, podam prosty przykład. Aktualnie większość czasu spędzam w Warszawie, gdzie studiuję i pracuję. Dość często zdarza mi się przyglądać treningom warszawskich drużyn młodzieżowych. Najbliżej mi do UKS Bródno, lecz… szkoda mi tracić czasu. W jednym z roczników otyły pan w średnim wieku oraz w koszulce z napisem „Trener” nie był w stanie w żaden sposób zapanować nad swoimi podopiecznymi. Jego jedynym środkiem wychowawczym była sentencja, cytuję: „stój spokojnie, gówniarzu, bo cię kopnę w dupę”. Drugi pseudoszkoleniowiec zapytany, czemu nie interesuje się w żaden sposób tym, co podczas „treningu” robią jego zawodnicy, odparł „z nich i tak już nic nie będzie, nie potrafią grać, po co mam się z nimi szarpać?”. Autentyk.

    Mrozi krew, prawda?

    W opozycji postawić można trenerskiego geniusza, Jose Mourinho. Jedni go uwielbiają, inni nienawidzą. Sam nie przepadam za portugalskim menedżerem, lecz nie wolno podważać jego kompetencji. Abstrahując od kwestii taktycznych, Mou za swoim zespołem skoczyłby w ogień. Jerzy Dudek, były bramkarz Realu Madryt i podopieczny Jose, którego miałem okazję spotkać niedawno w Hamburgu przed meczem Niemcy-Polska wspominał okres, kiedy doznał poważnej kontuzji. Był już wówczas niemal na marginesie drużyny, wieczny rezerwowy bez większych szans na grę. Gdy trafił do szpitala, Mourinho zjawił się tam niemal natychmiast. Kazał Polakowi się nie wygłupiać i jak najszybciej wracać, bo drużyna na niego czeka. Dudek dostał zajebistego, pozytywnego kopa i jak sam wspominał mógł wprost ze szpitalnego łóżka wyjść na boisko, nie zważając na problemy zdrowotne. Lekka różnica, nie?

    I właśnie ta mentalność jest elementem, którego najbardziej powinniśmy uczyć się od przedstawicieli zachodniego futbolu, nie tylko od Holendrów. Trzeba przyznać, że polscy trenerzy wiedzą coraz więcej i coraz chętniej chcą się uczyć. Często mniej lub bardziej skutecznie wprowadzają do swoich planów szkolenia wzorce z najlepszych pod tym względem krajów. Co z tego, skoro nawet w Kozienicach jeszcze do niedawna zdarzało się, że juniorzy trenowali piłkę na macie, czyli według sprawdzonego systemu „macie i grajcie”, a rola jednego z najbardziej doświadczonych trenerów ograniczała się do rzucania futbolówki zawodnikowi ręką, aby ten naparzał nią w bramkę ile tylko miał sił?

    Zostawmy jednak sam proces szkolenia na boku, przyjrzyjmy się natomiast sprawom pozaboiskowym, którym w Holandii poświęca się bardzo wiele czasu. Po pierwsze – konsekwencja. W Holandii zawodnik nie ma prawa zrezygnować z gry w piłkę w trakcie trwania sezonu. Nie i koniec! Masz dokończyć to, co zacząłeś, chłopczyku (dziękuję trenerze za to określenie!). Piłkarz nie gra dla siebie, czy rodziców, ale jest częścią drużyny. Drużyny, która go potrzebuje, choćby był ostatnim z rezerwowych. Słowem kluczem jest integracja zespołu, jedność. W szkółce Vitesse Arnhem urzekło mnie to, iż wszystkie zespoły spotykają się wspólnie po treningach w klubowej kantynie. Tam jedzą obiad, tam omawiają trapiące ich problemy, tam wymieniają poglądy i doświadczenia. Prezesi klubu spotykają się na kawie ze sprzątaczkami, podczas gdy w Polsce sternik klubu nawet nie ma zielonego pojęcia, kto sprząta jego biuro. Na ścianach budynków klubowych NEC Nijmegen zawieszone są zdjęcia wszystkich trenujących w klubie zawodników, od najmłodszych roczników. po seniorów. TAK, TO WŁAŚNIE TY JESTEŚ DLA NAS WAŻNY! A to procentuje…

    Niesamowite wrażenie robi też ogromne zaangażowanie lokalnych przedsiębiorców w piłkarską społeczność. Przy boiskach, na których swoje spotkania rozgrywają zespoły młodzieżowe często znaleźć można tablice pełne minireklam firm wspierających rozwój klubu. Są tam zarówno lokalni szewcy, jak i wielkie koncerny o światowym zasięgu. To sprawa honorowa!

    Ostatnią istotną kwestią jest edukacja i rodzina. W Holandii zagadnienia te stoją na równi z rozwojem piłkarskim. Niedopuszczalna jest sytuacja, w której mega zdolny zawodnik ma problemy w szkole. I nie odbywa się to na zasadzie „trener pójdzie i pogada”, a po prostu adept futbolu MUSI osiągać w szkole satysfakcjonujące wyniki. Dzięki temu, w razie rozbratu z piłką nożną, taki gracz nie traci głowy i wie, że zawsze może w życiu zająć się czymś innym niż futbol. Spore oburzenie wśród piłkarzy Eredivisie budził swego czasu fakt, że znaczna część ich pensji przechodzi na fundusz emerytalny. Po zakończeniu kariery taki zawodnik ma zapewnione stałe i regularne wypłaty, co w niektórych przypadkach ratuje życie. I dopiero wtedy delikwent zdaje sobie sprawę z tego, że nie było się o co burzyć. Bardzo ważna jest również rodzina. W Holandii wszystkie mecze odbywają się w soboty. Niedziela jest bowiem dniem dla rodziny. A o niej nie można zapominać…

    Była to ostatnia część holenderskich wspominek. W razie pytań, czy wątpliwości pozostaję do dyspozycji, skontaktować się ze mną można bardzo łatwo. Na zakończenie proponuję mały konkurs. Nagrodą będzie w nim sentymentalne zdjęcie Roberta Lewandowskiego w barwach Borussii Dortmund z podpisem.

    Zadanie jest nieco złożone. Po pierwsze, trzeba odpowiedzieć na pytanie: który trener uznawany jest za ojca holenderskiego „futbolu totalnego”? Po drugie, musicie w JEDNYM zdaniu napisać, czego najbardziej brakuje w Kozienicach, jeżeli chodzi o piłkę nożną?

    Odpowiedzi proszę kierować na adres kopanski@legia.net do poniedziałku, do godz. 23:59. Po północy zbierze się nasze wspaniałe jury i wybierzemy najbardziej kreatywne odpowiedzi 🙂 Powodzenia!

    Komentarze

    O serwisie

    Jesteśmy grupą niezależnych dziennikarzy, której sprawy Kozienic nie są obojętne. Z uwagą śledzimy lokalną politykę, przyglądamy się problemom z jakimi borykają się nasza rodzina, sąsiedzi i znajomi. Cieszymy się z sukcesów sportowych i wkurzamy z powodu dziurawych ulic. Nie mamy sformalizowanej redakcji. Zajmujemy się różnymi rzeczami, a ten serwis jest naszą oddolną inicjatywą. Jest tworzony przez kozieniczan i dla kozieniczan.

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *