• Joanna Kołaczkowska: „Nigdy nie zagram Ewy Kopacz”. Wywiad z legendarnym Kabaretem Hrabi!

    przez  • 5 października 2014 • Filmy, Kultura, Multimedia, Wydarzenia, Wywiady • 0 Komentarzy

    Aśka, czyli Joanna Kołaczkowska. Kamol, czyli Dariusz Kamys. Lopez, czyli Łukasz Pietsch. I Bajer, czyli Tomasz Majer. O historii polskiego kabaretu, bajkach dla dorosłych, a także o tym, dlaczego nie lubią jubileuszy, a Joanna Kołaczkowska nigdy nie zagra Ewy Kopacz rozmawiamy z Kabaretem Hrabi, legendą polskiej sceny kabaretowej.

    Załóżmy hipotetyczną sytuację: w Polsce wchodzi w życie dekret o zakazie występów kabaretowych. Wasz występ w Kozienicach jest ostatnim w karierze, a potem musicie zejść ze sceny. Dodatkowo możecie zagrać tylko jeden skecz. Który numer z repertuaru Hrabich, a może Potemu byście wybrali i dlaczego?

    Aśka: Ciężkie pytanie. Przede wszystkim niekoniecznie w ogóle byśmy wystąpili. Raczej byśmy się zbuntowali i odpowiedzieli: hola, hola, tak się nie bawimy! Nie gramy!

    Kamol: Strzelilibyśmy focha i zeszli do podziemia.

    Aśka: Przymuszeni sytuacją wybralibyśmy skecz, w którym czujemy się bardzo luźno, z dużą dozą improwizacji. Myślę, że byłby to numer „Raskolnikow” z naszego najnowszego programu. Jest w nim dużo szaleństwa, możemy pobawić się konwencją, pokombinować. Pięciominutowy skecz wydłużylibyśmy do półgodzinnego programu i w ten sposób ominęlibyśmy dekret.

    Aśka i Kamol, jako weterani polskiego kabaretu obchodzą w tym roku 30-lecie swojej działalności artystycznej. Podobny jubileusz ma na koncie Budka Suflera, która z tej okazji postanowiła zagrać serię pożegnalnych koncertów i zakończyć działalność. Wam ciągle się chce?

    Bajer: Naprawdę Budka Suflera tak długo jest na scenie? Musieli bardzo późno zacząć!

    Aśka: Może muszą kończyć, bo nie mają nowych pomysłów? My ciągle mamy.

    Kamol: Już w Kabarecie Potem ustaliliśmy jedną, żelazną zasadę: żadnych jubileuszy! Nie lubimy jubileuszy. Nigdy nie mogliśmy także zrozumieć idei benefisów. To jest tylko 30 lat, a poza tym nic szczególnego za tą liczbą nie idzie. To trochę tak, jak z urodzinami. Po prostu przychodzą kolejne i tyle, żadna w tym zasługa człowieka. Znam kabarety o jeszcze dłuższym stażu i wiecie co? Nie ma czego świętować.

    Aśka: Świętując własny jubileusz mielibyśmy wrażenie, jakbyśmy kończyli, podsumowywali naszą działalność. A my nie kończymy. Cały czas mamy tyle samo energii, co na początku. Na czyimś jubileuszu bardzo chętnie byśmy wystąpili, ale na własnym? Nigdy!

    W skeczach Kabaretu Hrabi, a wcześniej Kabaretu Potem tworzycie swoją własną, alternatywną rzeczywistość. W Waszych programach w ogóle nie pojawia się publicystyka, czy komentarz społeczno-polityczny. Z czego to wynika?

    Aśka: Z naszego postrzegania świata i poczucia humoru, które jest bardzo specyficzne i ukształtowało się jeszcze w czasach Kabaretu Potem. Głośne afery, znane nazwiska – jakoś nam to nie leży. Oczywiście śledzimy i bardzo przejmujemy się tym, co się dzieje w kraju i na świecie. Wewnętrznie bardzo to przeżywamy, ale nie czujemy potrzeby, żeby te tematy wynosić na scenę.

    Kamol: Staramy się tworzyć nową wartość, a to dużo ciekawsze, niż bieżący komentarz. Publiczność przychodzi na nasz kabaret po to, żeby odpocząć od medialnego zgiełku. Chce zostawić go w domu, odciąć się i pobyć przez chwilę w innym świecie.

    Bajer: Poza tym te wszystkie tematy społeczno-polityczne bardzo szybko tracą na aktualności.

    Lopez: Kiedy włączam sobie DVD z programem Kabaretu Potem z 1994 r., to nadal śmieję się z tego, co wówczas również było śmieszne. Wiecie dlaczego? Bo w tym programie nie ma nic bezpośrednio związanego z 1994 r. Widziałem ostatnio skecz pewnego kabaretu sprzed zaledwie czterech lat. Padają w nim cytaty i nazwiska, a ja nic z tego nie pamiętam, bo to było aktualne cztery lata temu i to zaledwie przez miesiąc.

    Aśka: Mówi się, że kabaret powinien komentować bieżące wydarzenia, bo taka jest jego rola. Powinien to robić po to, żeby ludzie nabrali do tych wydarzeń zdrowego dystansu. Ale nam to nie pasuje.

    Kamol: No i mogłoby nam to zwyczajnie nie wyjść. W tej materii są na scenie kabarety dużo lepsze od naszego.

    Bajer: Kabaretowi Hrabi dużo bliżej jest do teatru, niż do komentatora bieżących wydarzeń. Jako widz Kabaretu Potem zawsze lubiłem go za to, że na początku programu zabierał mnie w swego rodzaju podróż do alternatywnej rzeczywistości. Płynąłem sobie z nimi, żeby po ostatnim skeczu, na końcu tej podróży się obudzić i wrócić do świata znanego mi na co dzień. I wszystkim polecam tego typu odskocznię.

    Kamol: Nasze skecze są swego rodzaju bajkami. Dzieci lubią bajki i dorośli też, tylko trochę inne, na miarę swojego wieku.

    Aśka: Kochamy robić coś, co nas odróżnia od innych. Mamy na tym punkcie obsesję. Kiedy teraz myślę: „zagram Ewę Kopacz”, to wydaje mi się to niepoważne. Za chwilę zapewne przewali się przez polski kabaret tona skeczów o Rosji i Putinie.

    Kamol: O ile te kabarety zdążą je zagrać!

    Co w takim razie z Waszą działalnością filmową? Lata temu w ramach wytwórni A’YoY nakręciliście kultową produkcję „Robin Hood: Czwarta Strzała”. Lasy Puszczy Kozienickiej aż proszą się, żeby nakręcić w nich remake tego wiekopomnego dzieła.

    Aśka: Ostatnio opuściliśmy się w filmowaniu. Co prawda niedawno braliśmy udział w warsztatach filmowych w Zielonej Górze, podczas których ja sama nakręciłam siedemnaście ediud, a Kamol osiem. Póki co udało mi się zmontować jeden z moich filmów.

    Kamol: Materiały leżą i czekają na montaż. Daj Boże, że kiedyś się za nie zabierzemy i wydamy. Nie palimy się jednak do tego.

    Skąd Waszym zdaniem wziął się w Polsce fenomen kabaretu? W naszym kraju kabarety mają publiczność i przyjęcie jak największe gwiazdy rocka i jest to ewenementem na skalę co najmniej europejską.

    Aśka: Współczesny polski kabaret ma swoją unikalną historię. Wywodzi się przecież z ruchu studenckiego w który mocno ingerowała cenzura. Kabarety robiło się po to, żeby wyrazić siebie. Stanowiły odgromnik na ówczesną, skomplikowaną sytuację społeczno-polityczną. Po 1989 r. telewizja zmieniła wszystko, a kabarety zaczęły być naprawdę popularne. Mieliśmy do czynienia z prawdziwym „rzutem kabaretów”. Drugi raz podobne zjawisko i to na znacznie większą skalę zaobserwowałam po 2000 r. Moim zdaniem powstała wówczas typowo kabaretowa publiczność, która po prostu lubi się pośmiać. Lubi kabaret – nieważne jaki. Telewizja to wszystko zasysała, a na scenie pojawiła się cała masa nowych ekip.

    Bajer: I cała masa festiwali oraz przeglądów kabaretowych.

    Kamol: Powstało mylne wrażenie, że przy niedużych umiejętnościach można zrobić w kabarecie tzw. karierę. No, bo co to jest kabaret? Najprostsza forma sztuki: wychodzisz, wygłupiasz się i to wszystko, prawda? Wieszczę, że niedługo dojdzie do przesilenia, a zjawisko to będzie traciło swoją moc. Zacznie się tendencja spadkowa. Telewizja również będzie miała w tym swój udział. Obecnie widzowie zarzucani są nowościami wymieszanymi ze starociami. Brakuje w tym wszystkim logiki i rozsądku. Robi się istny kocioł, a przeciętny widz, jeżeli akurat nie jest fanem kabaretu, zaczyna się gubić. Koniec końców nie wie, kto jest kto i to go zniechęca.

    Sam kabaret przetrwa?

    Kamol: Na pewno przetrwają spektakle kabaretowe.

    A Zielonogórskie Zagłębie Kabaretowe?

    Lopez: W Zielonej Górze ciągle funkcjonuje Władek Sikora. Cały czas jest żywy i aktywny. Dopóki mu się chce działać w „Gębie” (klub studencki w Zielonej Górze, w którym w 1984 r. powstał Kabaret Potem – przyp. red.), to Zagłębie nie umrze. A musicie wiedzieć, że Sikora jest jak czarodziej. To tu dotknie swoją magiczną różdżką, to tam… i zawsze coś z tego powstanie. To jest właśnie cały Władek.

    Kabaret Hrabi. Założony w listopadzie 2002 r. przez Dariusza Kamysa i Joannę Kołaczkowską, dwoje aktorów byłego Kabaretu Potem. Skład Hrabich uzupełniają Łukasz Pietsch (pianista) oraz Tomasz Majer, który jesienią 2003 r. zastąpił Krzysztofa Szubzdę. Fani Kabaretu Hrabi uważają go za duchowego spadkobiercę Kabaretu Potem – działającego w latach 80. i 90. legendarnego kabaretu, założonego przez studentów ówczesnej Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Zielonej Górze. Kabaret Hrabi jest zaliczany do kabaretów wywodzących się z tzw. Zielonogórskiego Zagłębia Kabaretowego (żartobliwe określenie fenomenu, jakim było pojawienie się w latach 90. ogromnej liczby kabaretów w Zielonej Górze). Kabarety ZZK wywodziły się z ruchu studenckiego i powiązane były z tamtejszymi klubami studenckimi „Gęba” i „Zatem”, a przede wszystkim z Władysławem Sikorą, wieloletnim, nieformalnym animatorem zielonogórskiego środowiska kabaretowego.

    Rozmawiali: Mateusz Pułkowski, Emil Kopański. Współpraca: Artur Kłus, Aneta Skarżyńska. Zdjęcia: Arkadiusz Molenda (tel. 500-657-979).

    Komentarze

    O serwisie

    Jesteśmy grupą niezależnych dziennikarzy, której sprawy Kozienic nie są obojętne. Z uwagą śledzimy lokalną politykę, przyglądamy się problemom z jakimi borykają się nasza rodzina, sąsiedzi i znajomi. Cieszymy się z sukcesów sportowych i wkurzamy z powodu dziurawych ulic. Nie mamy sformalizowanej redakcji. Zajmujemy się różnymi rzeczami, a ten serwis jest naszą oddolną inicjatywą. Jest tworzony przez kozieniczan i dla kozieniczan.

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *